sobota, 6 czerwca 2015

Cierpliwość drzew

Kocham drzewa, ich majestat, cień rzucany przez rozłożyste konary... W ich towarzystwie odczuwam kruchość życia, ale paradoksalnie dopiero wtedy to życie nabiera sensu. Drzewa są cierpliwymi świadkami młodzieńczych wyznań, dojrzałego milczenia, duchowego zapatrzenia. 


Drzewa nie szumią, one szepczą posłyszane rozmowy kochanków... tych zapomnianych romantyków swych czasów... zapomnianych, bo ilu dzisiaj zakochanych spotyka się pod konarami drzew... 



Czasami uświadamiają samotne zmagania z tym co nieprzewidywalne, a jednak z nadzieją, a może z ufnością wyciągając się ku górze, ku światłu, ku niebu... 


Stoją wyprostowane, nie poddając się wiatrom, wspierając się na wzajem. 


Czasem jak człowiek, drzewo da się uniżyć, aby w odpowiednim czasie wybujać ku górze, a skrzywiony pień odbija dumnie słońca promienie, słabości znamię tryumfu przczynek... 


W cieniu tych ramion ukryta, jak w kokonie, przed światem zakryta... czekam na ptaków śpiew, głośnych towarzyszy szemrzącej ciszy... 






Wypłyń na głębię, zaryzykuj opuszczając bezpieczne ramiona pewnego brzegu 


Z dala na trpach prześwitującego słońca 


Młode rwą się do życia... 


A ja rosnę i rosnę, aż was w końcu przerosnę


A na drogach szyszunie pogubiły już nasiona przyszłych czasów 


A z dołu ku olbrzymom ciekawskie swe oczka zakwitłe na chwilę kwiecie wyziera









Natura każdemu miejsce znajdzie, nikogo nie odrzuci... Nikogo nie spisze na straty... 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz